Większość z nich nie miała nawet 40 lat. Pełni zapału i gorliwości cieszyli się, że niosą Chrystusa tam, gdzie potrzebują Go ubodzy mieszkańcy dalekiej Azji. Czy przeczuwali, że któregoś dnia na laotańskiej ziemi przyjdzie im złożyć ofiarę z własnego życia? Myślę, że na pewno. Żyli przecież tak, by w każdej chwili być na to gotowym – opowiada Sebastian Zbierański. 

Można powiedzieć, że Kościół zna setki, jeśli nie tysiące podobnych historii. Akty męczeństwa w obronie wiary towarzyszą jego dziejom od samego początku. W życiu i posłudze sześciu misjonarzy oblatów Maryi Niepokalanej jest jednak coś fascynującego. Dalecy od mistycznych uniesień postawili sobie za cel stać się tymi, wśród których żyją. W życiu kapłańskim i zakonnym byli po prostu herosami swojej codzienności.

Z Chrystusem w życiu i w śmierci

„Utożsamiali się z Chrystusem w życiu i w śmierci” – powiedział o błogosławionych oblatach o. Roland Jacques OMI, postulator ich procesu beatyfikacyjnego. Ta krótka wypowiedź doskonale oddaje to, kim byli i czym żyli ojcowie: Mario Borzaga, Louis Leroy, Michel Coquelet, Vincent L’Hénoret, Jean Wauthier i Joseph Boissel. Pięciu Francuzów i jeden Włoch. Jako misjonarze trafili na trudną ziemię. Niewielu mieszkańców Laosu, państwa na skraju Azji, było skłonnych do współpracy i pomocy. Jeszcze mniej chciało się nawrócić. Totalitarna władza skutecznie terroryzowała ludność. Rządy w regionie dzierżyła komunistyczna partyzantka Pathet Lao. To z rąk jej członków, w latach 1960-1966, oblaci ponieśli śmierć. W pewnym sensie podobną do tego, jakie było ich życie – bez splendoru i w samotności. Żyli bardzo skromnie. Wszystkim, co mieli, chętnie dzielili się z napotkanymi ludźmi. Ich codzienność  wypełniona była przede wszystkim długimi, męczącymi marszami z wioski do wioski. Nie tylko sprawowali tam sakramenty. Przynosili lekarstwa, nauczali dzieci, wspierali dobrym słowem. Wieczorami padali ze zmęczenia, żeby za kilka godzin znów wyruszyć w drogę. „Jesteśmy wędrownymi Jezusami Chrystusami”– mawiał bł. o. Wauthier. I podobnie jak pozostali misjonarze, w swoich cierpieniach i trudach posługi umierał codziennie na krzyżu razem ze swoim Mistrzem i Zbawicielem. Tak oblaci rozumieli Ewangelię. Ona była lampą, która oświecała ich podróż z ziemi do nieba.

Kościół „Sacre Coeur” w Laosie. Fot. Wikimedia commons/ Torbenbrinker/CC BY-SA 3.0

Otwarci i oddani

Najmłodszy z grupy błogosławionych, o. Borzaga, w chwili śmierci miał zaledwie 27 lat. Uważano go za zdolnego, a przede wszystkim pobożnego kapłana. Rodzinne Włochy opuścił krótko po święceniach. Po przybyciu do Laosu wiele czasu poświęcał nauce języka i miejscowych zwyczajów. Zależało mu, by szybko poznać i zrozumieć najpilniejsze potrzeby Laotańczyków. Wśród pamiątek, które po sobie pozostawił, szczególnie cenną jest „Dziennik człowieka szczęśliwego”. To zapis nie tylko bogatych doświadczeń człowieka, który spotyka się z zupełnie innym myśleniem ludzi, odmienną kulturą i zwyczajami. To przede wszystkim świadectwo przeżywania życia w otwartości wobec tego wszystkiego, co każdego dnia oferuje sam Bóg. Szeroki uśmiech uwieczniony na przedstawiającej go fotografii wydaje się być ilustracją słów, które zapisał w liście do wujka w styczniu 1960 r., niedługo przed męczeńską próbą wiary. Pisał wtedy: „Idziemy naprzód bez lęku; zatrzymamy się tylko, jeśli Pan tak zadecyduje”. Całkowite poddanie Bożej woli wbrew pozorom nie doprowadziło go do śmierci, ale do życia wiecznego.

Święci codzienności

Chrześcijanie w Laosie stanowią niecałe 0,5% społeczeństwa. Wciąż jednak to ziemia potrzebująca misjonarzy. Oblaci pracują w tym kraju do dziś. Pamięć o męczennikach laotańskich jest tam do dziś bardzo żywa. Można powiedzieć, że ci męczennicy są fundamentem, na którym opiera się mała wspólnota lokalnego Kościoła. Z pewnością dziś, jako cieszący się chwałą nieba, wypraszają Boże błogosławieństwo dla ziemi, którą ukochali. Jako błogosławieni są też inspiracją dla tych, którzy wędrują jeszcze po ziemi w poszukiwaniu Bożych dróg. Mnie w oblackich męczennikach z Laosu najbardziej urzeka to, co pozwoliło im tak otwarcie przyjąć krzyż męczeństwa: ich bardzo ludzka, zwyczajna, a przede wszystkim codzienna świętość.

Źródło: misyjne.pl

Prokura Misyjna Misjonarzy Oblatów
ul. Ostatnia 14a, 60 – 102 Poznań

e-mail: sekretariat@prokuramisyjna.pl
tel: 61 830 76 31

1,5% KRS 0000327951

Standardy ochrony dzieci Prokura Misyjna i Misyjne Drogi

 

Rachunki bankowe:

PLN 18 1020 4027 0000 1202 0031 7198
EUR 21 1020 4027 0000 1202 1631 9040

USD 91 1020 4027 0000 1602 1631 9039
AUD 53 1020 4027 0000 1002 1632 8456

PKO BP SA – SWIFT/BIC: BPKOPLPW