Gdy na poznańskim rynku koziołki wesoło trykają się na wieży ratusza, a turyści nagradzają je brawami, w Domu Prowincjalnym Oblatów Maryi Niepokalanej również panuje ożywiony ruch. Wakacje to bowiem czas, gdy misjonarze z odległych zakątków świata przybywają do Polski – jedni na odpoczynek, inni na konieczne badania lekarskie czy zabiegi. Ojciec Paweł OMI, który koordynuje te działania, śmieje się, że w tym okresie jest tylko gościem we własnym domu — ma „pełne ręce roboty”. Kogoś trzeba odebrać, komuś załatwić wizytę w szpitalu, jeszcze innemu pomóc w dokumentach. Misjonarze są w ciągłym ruchu, a o. Paweł razem z nimi.
Świat, w którym droga do kościoła trwa cztery godziny
W ostatnich tygodniach Dom Prowincjalny w Poznaniu wzbogacił się o dwóch wyjątkowych gości. Po wielu miesiącach przygotowań i niełatwej procedurze wizowej, do Polski dotarli dwaj misjonarze z Madagaskaru — ojcowie Oliwier i Rosina, Oblaci Maryi Niepokalanej. Od kilku tygodni aklimatyzują się w nowej rzeczywistości, poznają zasady funkcjonowania Kościoła w naszym kraju i z uśmiechem próbują ułożyć pierwsze zdania po polsku. Ich nazwisk nawet nie podajemy ze względu na ograniczenia zwykłej klawiatury komputerowej.
Przyjechali z zupełnie innej rzeczywistości — z tzw. „świata misyjnego”, którego nie znamy z katalogów podróżniczych, relacji z rajdu Paryż–Dakar czy ekstremalnych biegów terenowych. Na Madagaskarze prawdziwymi bohaterami są ci, którzy w duchu Ewangelii pokonują pieszo setki kilometrów przez busz i góry — i wracają do domu dopiero po kilku miesiącach. To właśnie rzeczywistość, z której pochodzą ojcowie Oliwier i Rosina.
Na „Czerwonej Wyspie”, jak często nazywa się Madagaskar, ponad 70% ludności mieszka w trudno dostępnych wioskach górskich lub w głębi buszu. Nie ma tam dróg, po których można by dotrzeć nawet motocyklem. Dlatego jedynym środkiem transportu w wielu regionach pozostają nogi — niezbyt szybkie, ale niezawodne. Misjonarze nie mają luksusu krótkich wyjazdów. Wyruszają w tzw. Tournée — kilkumiesięczne podróże od jednej wioski do drugiej.
Taka trasa wymaga nie tylko żelaznej kondycji, ale przede wszystkim cierpliwości, wytrwałości i głębokiej wiary. W trudnych warunkach każda rana czy zadrapanie może być niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia. Trzeba być maksymalnie ostrożnym. Mimo to misjonarze nie rezygnują. Dzięki ich obecności dzieci mogą chodzić do szkół, a dorośli mają dostęp do sakramentów i podstawowej edukacji religijnej.
Ojciec Oliwier i ojciec Rosina także pochodzą z takich terenów. W dzieciństwie, by dotrzeć do najbliższego kościoła, musieli pokonywać pieszo cztery godziny drogi w jedną stronę. Sami doświadczyli, że obecność misjonarza może całkowicie odmienić życie lokalnej społeczności, dlatego dziś z pasją kontynuują tę posługę.
Kościół misyjny – Kościół wspólnoty
W malgaskim Kościele nie ma wielkich sanktuariów czy pielgrzymek narodowych. Koszt podróży do biskupa może wynosić 50 USD co stanowi równowartość kilku tygodni pracy. Dlatego kościół na Madagaskarze posiada własną specyfikę, lokalnych wspólnot.
To świeccy liderzy — obecni w każdej wiosce — prowadzą modlitwy, katechezy, przygotowują do sakramentów. Są prawdziwym filarem lokalnego Kościoła i partnerami misjonarzy, którzy pojawiają się jedynie co pewien czas. Natomiast każda msza święta jest wielką Uroczystością, dlatego celebrowana jest przez kilka godziń. Jest to radość i dziękczynienie Bogu wyrażone przez wiernych podczas mszy św. poprzez radosne śpiewy i tańce.
„Jestem szczęśliwy, że jestem z wami”
Ojciec Rosina od trzech tygodni uczy się polskiego i – jak przyznaje – to niełatwy język. Mimo to już odważnie czyta Ewangelię podczas Mszy Świętej! Razem z ojcem Oliwierem ćwiczą proste zdania, np.: *„Jestem szczęśliwy, że jestem z wami”*. Ich obecność w Polsce to wzruszające spotkanie dwóch światów. Dla nas ich opowieści o życiu w buszu brzmią jak przygoda z filmu, dla nich zaś nasza rzeczywistość pełna samochodów, szkół i przychodni to niemal science-fiction.
My również jesteśmy szczęśliwi, że jesteście z nami!
Polecamy misyjny świat modlitwie wszystkich wiernych i sympatyków misji oblackich.











